No początku jest najtrudniej – umowa między stronami

Na początku zawsze jest najtrudniej. Jak nie dać się oszukać pisałem w artykule Kiedy powiedzieć „NIE”, a dzisiaj chciałbym się zająć wykonaniem strony internetowej w kwestii prawnej. Prawo w większości przypadków stoi po stronie Twórcy – czyli po Twojej stronie. Jednak, aby móc egzekwować to prawo, warto najpierw wiedzieć co zrobić, aby zawsze być stroną która może dyktować warunki. Bo jeżeli zrobisz wszystko zgodnie z prawem, to ZAWSZE możesz dyktować warunki. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – sam zawsze działam na korzyść Klienta – bo to przecież z jego pieniędzy żyję. Ale są pewne granice, których przekroczyć nie pozwolę. Z drugiej strony, to że Klient nagina zasady, nie wynika z jego złej woli. Z doświadczenia mogę powiedzieć że 90% takich przypadków wynika po prostu z jego niewiedzy. I gdyby Twój Klient wiedział o pewnych sprawach wcześniej, nawet nie zawracał by sobie  głowy tym, aby Cię niepokoić. Bo akurat w naszej branży prawo jest bardzo specyficzne. I to co wydaje się normalne w innej sytuacji, w kwestii tworzenia stron nie jest już takie oczywiste.

Taka pierwsza, elementarna kwestia, która od razu mi przychodzi na myśl, jest kwestia kto jest właścicielem strony. Jak to widzi Klient – zapłaciłem za stronę, więc jest moja. W normalnym wypadku, płacąc za coś, jesteś tego właścicielem. Tymczasem w naszej branży – jeżeli nie przekażesz Klientowi majątkowych praw na wyznaczonych polach eksploatacji do wykonanego dzieła (do strony), to płacąc za stronę NIC NIE MOŻE Z NIĄ ZROBIĆ. Nic, na co Ty mu nie pozwolisz. Nie zwalnia go to natomiast od zapłacenia za stronę, nie ma tak łatwo. Czyli Klient płaci za coś, z czym nie może nic zrobić. To tak jakbyś poszedł do sklepu, nakupił sprzętu za parę tysięcy, zapłacił, a sprzedawca na to „dziękuję”. Po czym odchodzisz zadowolony, że wydałeś parę tysięcy (oczywiście bez sprzętu za który zapłaciłeś) – możesz to sobie wyobrazić? Ja też nie, ale w naszej branży to standard, gwarantowany przez prawo.

Tak się rozgadałem i trochę może zboczyłem z tematu. Więc teraz – jakich zasad się trzymać, aby mieć pewność  że Klient nie będzie miał później pretensji? Jeżeli jest jedna zasada, której się nauczyłem to taka, że klient naprawdę nie chce Twojej straty. On wierzy, że  może na Ciebie liczyć i że wykonasz zadanie profesjonalnie. Inaczej nie podpisywałby z Tobą umowy wiedząc, że się nie sprawdzisz. Ta „złość” Klienta wynika raczej z jego ograniczonej wiedzy. A kto go lepiej wyedukuje, niż Ty? To Twoje zadanie. Zobaczmy zatem kilka złotych zasad:

1. Nic bez umowy

To pierwsza, złota zasada! Jeżeli nie spisaliście z Klientem umowy, to już jesteś na przegranej pozycji. Możesz dochodzić swoich praw, twierdząc że ustaliliście pewne rzeczy z Klientem, ale siła takich argumentów jest znacznie mniejsza niż gdyby były spisane na kartce. Oczywiście zakładając, że chciałbyś dochodzić swoich praw w sądzie. Mało kto chce się sądzić w takiej sprawie (a już na pewno nie freelancer), chyba że kwestia dotyczy znacznych pieniędzy.

Jeżeli jednak nie spisałeś umowy z Klientem, to możesz liczyć tylko na jego sumienie.

2. Co nie zapisane, nie liczy się w rejestr

To odnosi się do punktu powyżej. Jeżeli już spisaliście umowę, a później wyszły nowe rzeczy o których wcześniej nie wiedziałeś – weź to na piśmie. Wystarczy nawet zwykły email, bylebyś miał to na piśmie. Niesamowite jest to, jak zmienia się podejście drugiej strony, gdy powiesz, że masz to na piśmie. To jest takie magiczne słowo, przy którym każdy wymięka. I słusznie. Osobiście u mnie WSZYSTKO jest zapisane. Nawet kiedy Klient dzwoni, to po rozmowie wysyłam ofertę na to co Klient powiedział. Nic, NIC, bez potwierdzenia pisemnego. Ponoć można taką rozmowę nagrać i to też jest dowód, ale powiedz, kto to stosuje?

3. Specyfikacja – szczegółowy zakres prac

Nagminne jest stosowanie przez Klientów stwierdzenie „chciałbym stronę internetową”. Oczywiście, że Klient chciałby. Ale w takim wypadku musisz zapytać, co klient rozumie pod pojęciem „strona internetowa”. A różnica jest taka jak między 3000zł (przeciętna strona, dla firmy X), a 700 000zł (przeciętna strona z szczegółowymi wytycznymi, np. strona dla Prezydenta Polski) . Spora różnica? Eeee…. Przecież strona to strona, prawda?

Twoim zadaniem jest określić, czego Klient oczekuje i co jesteś w stanie dostarczyć. Następnie na tej podstawie sporządzić wycenę. I NA TEJ PODSTAWIE dopiero sporządzić umowę.

Najlepiej jest w punktach spisać co ma znaleźć się na stronie, jakie elementy muszą się znaleźć (np. formularz kontaktowy, mapa dojazdu itp), jak strona ma działać itd. Im więcej napiszesz tym lepiej!

4. Określ terminy

Terminy są bardzo ważne. W przeciwnym wypadku mógłbyś tworzyć projekt w nieskończoność, a Klient w nieskończoność przeciągać zapłatę. Ustal zatem, do kiedy projekt będzie gotowy i co w przypadku jak się nie wyrobisz. Podobnie określ, do kiedy Klient musi Ci zapłacić za wykonanie projektu, oraz określ kary za przekroczenie tego terminu.

5. Określ warunki przekazania dzieła

To co zrobisz, z punktu widzenia prawa jest określane jako dzieło. Nie da się zrobić strony na umowę inną niż o dzieło (gdy webdeveloper nie jest firmą), lub w oparciu o umowę (jeżeli występujesz jako firma). Ważne jest, jak już wcześniej wspomniałem przekazanie dzieła. Warto zaznaczyć w umowie, że dzieło zostaje przekazane dopiero w momencie opłacenia 100% kwoty zadeklarowanej w umowie. W takiej sytuacji cały czas jesteś właścicielem strony, nawet gdy Klient zapłaci tylko część kwoty za stronę.

Co w przypadku, jeżeli Klient zrezygnuje ze współpracy w środku projektu? Co prawda, mając umowę jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło, jednak lepiej dmuchać na zimne. Warto zatem zaznaczyć, że jeżeli Klient zrezygnuje ze współpracy, musi przynajmniej zapłacić za to, co już do tej pory wykonałeś.

6. Doświadczenie samo zweryfikuje Twoją umowę

W miarę doświadczenia, sam będziesz do umowy dokładał kolejne elementy, które zapewnią obu stronom płynną współpracę. Uważam, że w umowie warto pisać wszystko, nawet te rzeczy, które wydają Ci się oczywiste. Z punktu widzenia Twojego Klienta te już takie oczywiste wcale być nie muszą. Ale kiedy zostaną zaakceptowane w formie pisemnej, Klient potwierdza, że zobowiązuje się ich przestrzegać.

7. Wadliwe wykonanie dzieła

Nawet po wykonaniu dzieła, klient może odmówić zapłaty jeżeli dzieło zawiera ISTOTNE wady. Zdefiniowanie pojęcia wady jest nieco trudne, ale postaram się to zrobić na przykładzie. Wadą jest np.:

  • jeżeli wykonasz stronę z pominięciem któregokolwiek punktu specyfikacji (np. na stronie miał być formularz kontaktowy, a takowego nie wykonałeś),
  • jeżeli element nie działa prawidłowo – np. formularz kontaktowy nie wysyła wiadomości – czyli po prostu nie działa w sposób, w jaki powinien działać

Co więcej wada musi być istotna, nie może być to widzimisię Klienta. Więc jeżeli formularz wykonałeś na szarym tle, a klient chce aby tło było w różowe pieski (co zresztą nie pasuje wcale do profilu działalności Klienta jakim jest prowadzenie zakładu pogrzebowego), to możesz powiedzieć z czystym sumieniem NIE. I wyjdzie to zresztą na zdrowie Klientowi.

Kolejna sprawa, jeżeli w specyfikacji nie ma wyznaczonych szczegółów, jak coś ma działać, to decyzja jak ma działać należy do Ciebie. Podam na przykładzie: wykonałeś formularz, ale Klient zakładał sobie w myślach że zrobisz to na miarę 2010 roku, z wykorzystaniem ajax’a. Jednak nigdzie w specyfikacji nie było zapisane że ajax miał być wykorzystany, więc zdecydowałeś że zrobisz bez ajax’a. Co jest zupełnie uzasadnione. Klient nie może uznać że jest to wada dzieła, jako że formularz został wykonany zgodnie z tym co zawarto w specyfikacji. Ty w takiej sytuacji możesz Klientowi wycenić ile będzie kosztować przerobienie formularza do wersji ajax’owej.

Coś pominąłem? A może masz odmienne zdanie w tym temacie?

Zapraszam do dyskusji. Podziel się swoimi spostrzeżeniami.

7 Comments

7 Responses

  1. SkiX pisze:

    Dobre rady wujka Darka :D

    To fakt, lepiej mieć wszystko „na piśmie” i być spokojnym niż zrobić wszystko i stresować się, czy klient zapłaci czy nie.

  2. Warto w umowach zastrzegać również fakt, iż niedostarczanie materiałów na czas również wydłuża czas realizacji projektu.

    Kolejną sprawą jest określenie zakończenia projektu, tj. zgłaszanie klientowi, że projekt zakończono i jeżeli np. w ciągu 3 dni klient nie zgłosi uwag, to projekt/etap uznane zostanie uznany za zakończony. to zabezpieczenie na poczet przeciągania terminu odbioru usługi.

  3. kissdesign pisze:

    A co sądzisz o zaliczce przed wykonaniem pracy? W jakiej wysokości?

  4. Darek Grund pisze:

    Jeżeli chodzi o zaliczkę, zawsze brałem 50% kwoty. Jeżeli projekt był bardzo duży, wtedy 30% jako zaliczka.

    Branie zaliczki ma też efekt psychologiczny – zacznie trudniej będzie wycofać się drugiej stronie, jeżeli w konsekwencji takiego działania straci wpłaconą kwotę.

  5. gdaq pisze:

    Darku, slyszalem tez ze jak sie wezmie zaliczke to ciezej jest sie wziasc do roboty :)
    jednym z najwiekszych utrapien sa poprawki stron w zwiazku z czym okreslilbym ilosc zglaszanych poprawek i forme ich dostarczania. Czesto klient potrafi wyslac 10 emaili jednego dnia z uwagami. Tutaj polecam jakis system taskow online lub poprostu spisanie wszystkiego w jeden dokument i przeslanie zbiorczych uwag. Warto tez okreslic czas w jakim zostana zgloszone uwagi.

  6. Darek Grund pisze:

    Z tymi poprawkami to też trudno zdefiniować ich ilość. Ja stosuję taką zasadę, że jeżeli są to małe, kosmetyczne rzeczy, to robię je bez gadania w ramach projektu. No chyba że klienta przesadza i zmienia to co sam przed chwilą ustalił – wtedy jak mi się cierpliwość kończy to wyceniam takie zmiany i przedstawiam kosztorys klientowi. Do tej pory mi się jeszcze nie zdarzyło, aby któryś klient powiedział że nie zapłaci. Myślę, że tak jak wszędzie trzeba znaleźć złoty środek – nie można kasować klienta za wszystko, ale też nie można dać sobie wejść na głowę. Trochę umiaru i wszystko będzie ok.

    Co do tego, że przy zaliczkach ciężej wziąć się do roboty – to może faktycznie coś w tym jest, bo od pewnego czasu nie biorę zaliczek i pracuje się jakoś tak przyjemniej.

  7. wyga pisze:

    Z tymi klientami to sprawa jest trudna… wielu jest po prostu „skaleczona” współpracą z bambusem który wziął zaliczkę lub pieniądz z góry i zniknął, stąd nie chcą płacić zaliczek. Ja jako wykonawca jestem z kolei skaleczony klientami którzy ginęli po przesłaniu pracy… ktoś dobrze poinformowany szepnął mi że te problemy przy transakcjach niedługo będą należały do przeszłości:) Pozdrawiam

Leave a Reply

Using Gravatars in the comments - get your own and be recognized!

XHTML: These are some of the tags you can use: <a href=""> <b> <blockquote> <code> <em> <i> <strike> <strong>